Aneta: zakładałam swoją firmę w Wielkiej Brytanii zanim to jeszcze stało się modne. Muszę powiedzieć, że była to niezbyt skomplikowana procedura. Znałam język angielski biegle, więc nie miałam problemów z porozumieniem się z urzędnikami. W zasadzie dobrze wspominam te pierwsze dni, była wówczas tak pod ekscytowana, że cały czas rozpierała mnie energia. Nigdy nie żałowałam podjęcia tej decyzji, zwłaszcza, że obciążenia fiskalne były i są mniejsze na wyspach niż w naszym rodzimym kraju. Co prawda teraz jesteśmy w sytuacji, że nikt nie wie jak dalej potoczą się losy, choć mnie urzędnicy już powiedzieli, że nie mam co się martwić, bo moja firma jest już długo na brytyjskim rynku, więc na pewno wszystko będzie w porządku.

Konrad: moja żona to Hiszpanka, postanowiliśmy, że przeprowadzimy się na stałe do jej ojczyzny. Sęk w tym, że ja miałem w Polsce założoną firmę i musiałem ją przenieść do Hiszpanii. W samy założeniu tam firmy żona była nieocenioną pomocą, ale jak przyszło do rozliczeń to musiałem znaleźć jakieś porządne biuro. Żona nauczycielka angielskiego nie zbyt znała się na finansach, a ja nie bardzo rozumiałem co mówią do mnie hiszpańskie księgowe. W końcu znalazłem biuro w Polsce, które zajmowało się obsługą firm w Hiszpanii, pomogli mi oni między innymi z taką kwestią jaką jest – płatność vat w Hiszpanii. Od tego czasu stale z nimi współpracuję i jestem bardzo zadowolony ze swojej decyzji.

Dominik: jeśli ktoś myśli, że najgorsze urzędy są w Polsce to znaczy, że nigdy nie był we Włoski. Zakładałem, czy może powinienem powiedzieć próbowałem założyć firmę we Włoszech, ale odsyłali mnie od Annasza do Kajfasza, nikt nie potrafił mi udzielić jasnej i precyzyjnej odpowiedzi. Cały proces przeciągał się miesiącami, bo co chwila okazywało się, że czegoś brakuje. W końcu zatrudniłem nawet Włocha, który chodził ze mną do urzędów w charakterze tłumacza, bo choć mówię płynnie po włosku, to zacząłem się zastanawiać czy na pewno wszystko dobrze rozumiem, skoro wciąż jestem odsyłany z kwitkiem. Po pół roku prób dałem sobie wreszcie spokój i zarejestrowałem firmę w Polsce, a na Włochy swoje usługi oferuję jedynie zdalnie przez internet. Zraziłem się bardzo do włoskiej biurokracji i każdemu odradzam zakładanie firmy w tym kraju.

Magdalena: prowadzę sklep internetowy i sprzedaję swoje towary na terenie całej Unii Europejskiej, w zasadzie mogłabym mieć oficjalną siedzibę firmy w dowolnym kraju Europy – także w Polsce, ale gdy zaczęłam się przyglądać kosztom prowadzenia działalności gospodarczej w naszym kraju i porównywać je z innymi terytoriami w ramach wspólnoty europejskiej doszłam do wniosku, że zarejestrowanie jej w Polsce będzie wyrazem niegospodarności, dlatego zdecydowałam się na firmę w Czechach. Prawdę powiedziawszy nie miałam najmniejszego problemu z jej założeniem, nie korzystałam z żadnych pośredników bo proces był jasny i w zasadzie po drobnych wyjaśnieniach urzędników wiedziałam co i jak mam zrobić. Na samodzielne rozliczenie z tamtejszym urzędem skarbowym się już nie zdecydowałam, ale znalazłam biuro, które moją rachunkowość prowadzi w Polsce i kontaktuje się z nimi również w języku polskim. Ponieważ potrzebowałam czeskiej siedziby skorzystałam z oferty jednego z tamtejszych wirtualnych biur.

Kinga: w zasadzie kiedy zakładałam moje macedońskie biuro nie miałam większych problemów. To w końcu Słowianie, więc są mentalnie bardzo podobni do Polaków. Jedyny błąd jaki zrobiłam to zaplanowanie zakładania biura końcem grudnia i początkiem (chciałam, żeby od lutego moja firma figurowała już w Macedonii i działała w pełni legalnie). Nie byłoby w tymi nic złego, gdyby nie to, że na zakładanie firmy zostawiłam sobie na ostatni tydzień grudnia i pierwszy stycznia. Wyjechałam do Macedonii i poszłam do urzędu – odbiłam się od ściany. Zupełnie wyleciało mi z głowy, że przecież Macedończycy to w większości ludzie prawosławni i święta w tym kraju wypadają z opóźnieniem w stosunki do naszych. Nie wiem jak mogłam to przeoczyć, ale przeoczyłam, więc do urzędu musiałam pójść tydzień później.

Tomasz: dla mnie największym szokiem przy zakładaniu nowej firmy nie były wcale wizyty w urzędach, czy konieczność wypełniania tych wszystkich formularzy. Znałem dobrze język i zawsze chciałem mieszkać w Grecji było to dla mnie spełnienie marzeń. Wymyśliłem sobie, że urządzę Atenach małe bistro serwujące polskie potrawy. Niestety spotkała mnie nieprzyjemna niespodzianka. Nacjonalistycznie nastawieni Grecy brali mnie za Bałkańczyka, a niewiele jest narodów bałkańskich, które Grecy tolerują. Nacjonaliści przekonani, że jestem bałkańskim emigrantem kilka raz zdemolowali mi lokal. Był moment, gdy naprawdę zastanawiałem się, czy nie wrócić do kraju. Trzeci remont zrujnował mnie finansowo. Okazało się, że jest na to jedno proste rozwiązanie, zmieniłem nazwę restauracji ze „Słowiańskie Smaki”, na „Polską Kuchnię” i od tego czasu mam już pełen spokój. Moje bistro nigdy więcej nie zostało zdemolowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *